Idąc tutaj nie myślałam że będzie tak źle. Myślałam że będzie jak zawsze: Przysiady, pompki, bieganie i to wszystko aż do omdlenia. Normalka. Ale nie to nie to.. Dlaczego mnie to spotyka.
Trenerzy najwyraźniej muszą się rozerwać i nie zamierzają tego zrobić przy x-boxie. Wszyscy mają na sobie spodnie i kurtki maskujące a w rękach karabiny paintballowe. Takie w których są kulki z farbą. Niestety walą okropnie mocno a my nie dostaniemy nawet gogli na oczy. To się źle skończy.
Pod ścianą stoji grupka około dziesiątki dzieci. Podchodzę tam. Matko jedna z dziewczynek nie ma chyba nawet sześciu lat.
- ach są już wszyscy. Możemy zaczynać - Trener gapi się na mnie a jego wzrok mówi: Będziesz pierwsza idiotko.
Trenerzy wyprowadzają nas z sali na dwór na poligon. Cały jest pokryty farbą i zwykłą amunicją. Rostawiają nas co dziesięć metrów. Mnie trafia się środek. Najgorsza pozycja.
- Za dwie godziny spotykamy się z powrotem - mówi - O ile przez ten czas was nie wyłapiemy.
Słyszę gwizdek ale zanim jego znaczenie dotrze do moje mózgu, nogi zaczynają biec. A przynajmniej próbują bo po uderzeniu w głowę dalej się potykam i działam jakoś niesprawnie.
Nie mam żadnej strategii przetrwania, po prostu biegnę. To źle muszę coś wymyślić. Jakby na dowód tuż obok mnie na drzewie rozpada się pocisk z różowej farby. Wdrapuję się na drzewo tak że mnie nie widać. To moja jedyna szansa. W oddali słyszę krzyk. Tak krzyczeć może tylko dziecko. Wszystkie nerwy krzyczą żebym została ale ja ich nie słucham...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz