środa, 13 maja 2015

rozdział 5

Otwieram oczy i podnoszę się do pozycji siedzącej. Jednak w tej samej chwili czuję ból tak silny że znów opadam na podłogę. Ciekawe czemu leżę? Nagle wszystko do mnie wraca niczym chaotyczny pokaz slajdów. Gra w piłkę, uderzenie w nos a potem w głowę. Musiałam zemdleć. Pewnie odciągnęli mnie na bok bo mecz  toczył się dalej. Spojrzałam na wynik i cicho zaklełam. Jest 14:3 dla starszych. Przegrywaliśmy i to bardzo. To się źle skończy.
Słyszę gwizdek sędziego oznajmiający koniec meczu. Wszyscy idą do szatni. Ja pełznę na kolanach bo nie jestem w stanie wstać. W środku staram doprowadzić się do porządku.
                           ***
Kładąc się na lóżko dalej nie wierzę że przeżyłam dzisiejszy dzień i jakoś dotarłam do pokoju. To było straszne. Jak przez mgłę pamiętam nauczyciela który wszedł do szatni i kazał ustawić się w pary. Ledwo stałam na nogach. Momentalnie się wywróciłam. On tylko się zaśmiał ale był tak łaskawy że kazał mi się podeprzeć na koleżankach. Tak doszłam do łóżka a tam się położyłam i próbowałam się doprowadzić do używalności.
Patrzę na zegarek i widzę że muszę iść. Po południu nas nie pilnują bo wiedzą że jesteśmy zbyt zastraszeni żeby cokolwiek zrobić. Idę zbyt przerażona by myśleć. Potykam się i wywracam. A co jeśli mam wsztąs mózgu? Nie nawet nie chcę tak myśleć. Dobra dobra skup się. Zaliczam kolejny upadek i przy okazji ocieram sobie łokieć.
Wreszcie udaje mi się dotrzeć do sali. Chociaż widząc co tam się dzieje raczej nie mam się z czego cieszyć

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz