czwartek, 4 czerwca 2015

Zeskakuję i w tej samej chwili dostaję w nogę. Farba jest jaskrawo pomarańczowa. Specjalnie żeby prościej było nas zobaczyć. Ból jest oszałamiający. Opieram się o drzewo a z gardła wyrywa mi się jęk. Zaczynam biec ale utykam na jedną nogę. Mimo to biegnę dalej nie poddaje się. Pierwszy raz czuję że chcę się postawić moim oprawcom. Czuje wypełniający mnie gniew. To on daję mi siłę.
Wybiegam na polanę i widok który tam zastaję mnie przeraża. Za jedną nogę w pętli ze sznurka wisi pięcioletnia dziewczynka i wrzeszczy a trenerzy strzelają w nią z karabinów. Stoją niecałe dwa metry od niej. Skoro ja dostałam z daleka i kuleje to jak to musi ją boleć. Rzucam się na najbliższego trenera. Boże dlaczego ja to robię!
Wtedy on mnie zauważa. Widzę grymas wściekłości na jego twarzy. Pewnie jest wściekły że jakaś durna - w jego mniemaniu - dziewucha ośmiela się go atakować.
Doskakuję i oraz mu twarz pazurami. Jestem wściekła. Jak można tak katować pięcioletnie dziecko! Czuje jak ktoś łapie mnie za ręce i odciąga. Ja kopie i gryzę, ale to nic nie daje. Dopada mnie trzech mężczyzn, wiążą mi nadgarstki i kostki. Z małą robią to samo. Wleką nas do obozowiska. Jestem wykończona i zdruzgotana. Naglę po głową obija mi się kamień. Film mi się urywa...






Przepraszam że tak długo trwało zanim wstawiłam ten post ale w moim życiu dużo się działo i nie miałam czasu na pisanie, ale już jest.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz