niedziela, 3 maja 2015

Rozdział 2

,,W tej chwili nie wierzę w absolutnie nic i nie mam żadnej nadziei"




Wychodzimy parami i w milczeniu. Czuję jak moja najlepsza przyjaciółka ściska mi rękę. Nie odważę się na nią spojrzeć więc tylko się odwzajemniam uścisk. Wchodzimy do klasy i siadamy na swoich miejscach. Wszystko robimy w absolutnym milczeniu. Tu wprowadzony jest taki rygor że boimy się głośniej odetchnąć. Nade mną pojawia się nagle nauczyciel.
- Czemu nie otwierasz książki - mówi a ja czuję mocne uderzenie książką w głowę.
Nie odpowiadam tylko wyciągam książki do matematyki. Wiem że będzie mnie dalej dręczył.
- Zaczniemy od pytania - oznajmia z mściwą satysfakcją - Panna Orpik jeśli łaska - kiedy patrzę na jego twarz i jej wyraz zaczynam się bać.
On wie że wczoraj cały pokój odbywał karny dyżur w kuchni. Żadna nie miała czasu się pouczyć. Zamierza to wykorzystać i potem patrzeć jak cierpię. Odda mnie temu sadystycznemu trenerowi i będzie patrzeć jak płacze i krzyczę. Matko jak ja go nienawidzę. Wstaję i dziwię się że nogi nie odmówiły mi posłuszeństwa. Wszystkie moje nerwy wrzeszczą żebym uciekła, gdzieś się ukryła i nigdy już stamtąd nie wychodziła. Podchodzę do tablicy i czekam na wyrok. Pada pierwsze pytanie
- Powiedz mi co to jest ostrosłup i wymień jego własności. - Gdyby jego uśmiech był szerszy rozerwałby mu usta.
Milcze. To go najwyraźniej ucieszyło.
- Dziś wieczorem odbędziesz karę z trenerem Stanleyem. - Mówi
Idę do ławki a ten sadysta zaczyna lekcję. Nic z tego co mówi nie słyszę. Całe moje jestestwo wypełnia strach. Boję się. Boję się. Boję...















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz